Z prasy



O Matejce, facecie, który nigdy nie zdradzał


Z byłą kustosz domu Jana Matejki Małgorzatą Buyko, w dzień urodzin mistrza, rozmawia Katarzyna Kachel

Urodzeni 24 czerwca to wredni egoiści i chytrusy.
I pani myśli, że ja teraz powiem, że Matejko taki był?

Tak.
Ale to nieprawda.

Zdradzał podobno żonę.
Przenigdy. Była jego jedyną, wielką miłością.

No a Stasia Serafińska?
Platoniczna fascynacja, nic więcej.

Zero seksu?
Jestem przekonana, że nigdy Teosi nie zdradził.

Przecież to hetera była!
Taką opinię zawdzięczamy zapewne Marianowi Gorzkowskiemu, biografowi Matejki. Proszę sobie spojrzeć do listów, które pisała Teosia do Janka. Są pełne czułości i przywiązania.

Ale nigdy nie były wydane.
No ale w 1927 roku staraniem Domu Matejki i i jego kustosza opublikowano listy Jana Matejki do żony. Już z nich można wiele wyczytać!

Dlaczego Gorzkowski tak źle pisał o Teodorze?
Moja teoria jest taka, że się w niej podkochiwał. Jak się czyta jego wspomnienia, nietrudno dostrzec, że traktuje ją wyjątkowo. Wyjątkowo źle. Wszystkie opisy jej poświęcone są obrzydliwe i kąśliwe. Tak pisze tylko facet, który dostał kosza.

I nigdy nie dręczyła mistrza?
Święta nie była, ale też życie z mistrzem nie było łatwe. Proszę sobie wyobrazić, że Matejko, jako 30-letni człowiek, odbiera nieprawdopodobne hołdy, jest traktowany niczym bóg. Mówią do niego mistrzu.
Czyli jednak egoista.

Artysta!
Dlaczego wyrzuciła pierścionek zaręczynowy od Matejki?
Podobno podobał jej się wtedy inny.

Jednak była trochę szalona.
Jak na tamte czasy faktycznie nietuzinkowa. O mały włos, a zagrałaby na scenie z Heleną Modrzejewską. Na szczęście matka w porę się dowiedziała i do skandalu nie doszło. Ale i potem jej wyjazdy na naukę śpiewu operowego do Drezna, z małpą i panią do towarzystwa, mogły budzić sprzeczne emocje.

Matejko był przystojny?
Mógł się podobać, w młodości miał taką romantyczną urodę.

A Teosi?
Bardzo. Od pierwszego momentu, gdy jako ośmioletnia dziewczynka pojawiła się na nauce muzyki u ojca Jana.

Podrywał ją?
Wtedy starano się o pannę, a nie podrywano. Jej matka długo kręciła na Matejkę nosem, że artysta i bez grosza Dopiero gdy namalował Kazanie Piotra Skargi, zaczęła na niego patrzeć inaczej i dała zgodę na ślub.

Nigdy nie żałował tego ożenku?
Nigdy. Bo kochał ją mimo choroby, tuszy czy porywczości.

Bał się jej?
Jej zazdrości chyba na pewno.

Dlatego ukrył obraz, do którego pozowała Stanisława Serafińska?
Chyba tak. Ale i tak wszystko wyszło na jaw i wzburzona Teodora zniszczyła swój portret w sukni ślubnej.


On się nie wkurzał?
Na nią nie, na rajców miejskich i owszem.

Za zburzenie tych murów?
To nie były jakieś sobie mury, tylko XIV-wieczne zabudowania szpitala św. Ducha. Wściekł się wtedy niemiłosiernie. Oddał nawet na znak protestu dyplom honorowy Obywatela Miasta Krakowa.

Był dobrym ojcem?
Jak na artystę i mistrza - niebywale. I znów wracam do listów.
Gdy Tadzio chorował na koklusz to stroskany ojciec opisywał Teosi ze szczegółami, co się z synkiem dzieje, ile ma na przykład paroksyzmów na minutę. O zwierzęta tak samo dbał, na przykład o Dogy...a.

Dogy?
Tak dziwnie nazwali psa. I gdy ten Dogy zachorował i zanieczyszczał powietrze, Matejko biegał po trzech weterynarzach, co to byli w Krakowie i szukał u nich pomocy.

Ile tych listów napisała Teosia do Jana?
Zachowało się 26. Właściciwe pisała do momentu, kiedy uznali ją za szaloną.

A była?
Współcześni specjaliści mają zdanie odmienne od swoich kolegów. To nie była jakaś wielka choroba psychiczna. Teodora miała cukrzycę, której nie leczyła, a to też pewnie wpłynęło na jej ogólny stan.

Dlaczego nikt nie opublikował listów Teodory?
Być może uda się znaleźć teraz wydawcę.

A jak zwracała się w nich do męża?
Najczęściej "Jasiek".

A on?
Teosia, Osia, Ośka.

I co mu tam Ośka pisze w tych listach?
O sprawach bieżących, samotności, miłości. Można w nich znaleźć bardzo intymne zwierzenia, jak wspomnienie, gdy siedzieli na kanapie i całowali się bez opamiętania, "kiedy ona całowała mu oczęta i nosek".

Czułe.
I filuterne miejscami bardzo.

Pozowała mu nago?
Być może. Zachował się niewielki rysunek aktu kobiecego.

Może to nie ona?
To niemożliwe! Była wzorem dla wszystkich kobiecych postaci w dziełach artysty. Zresztą za czasów Matejki nie było w szkole żywych modelek. Tylko gipsowe.

Żródło - Gazeta Krakowska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz